Rosa canina

Ponownie wsiadłam do autobusu. To był typowy dzień,  z zimowo-nijakiem piętnem, które chciało się za wszelką cenę na mnie odcisnąć.  Powietrze zanieczyszczone szarymi myślami ludzi pogrążonych w tępym bycie ciążyło niemiłosiernie i kłuło boleśnie w zmysły. Bure obrazy za oknem autobusu przesuwały się powoli i bez większego sensu.  W środku tej metalowej puszki na kołach sunącej męcząco przez brudne ulice obciążone barbarzyńsko szpetną architekturą było aż niewygodnie od zapachu spoconych ciał i ubrań wierzchnich , mających styczność z detergentem kiedyś tam, dawno temu. Co za trauma… Próbując znaleźć atomy tlenu pozbawione tej przykrej woni musiałam łapczywie wdychać zapach własnej apaszki nasączonej aromatem dzikiej róży, której płatki dziko rosły pewnego dzikiego lata.

Pamiętam je dobrze. Było soczyste od dreszczy, mrowień, od zapachów, smaków, dotyków, od wrażeń przyjemnych i pełnych. Rozgrywało się w palecie barw dalekiej od szarości, bujne i gęste rozlewało się ciepłem. Stanowiło fikcję i prawdę, słodki wytwór wyobraźni i realny byt. Mam je w pamięci , gdzieś tam , we mnie i  wtapiam się  w nie kiedy płuca nie nadążają z przyjmowaniem smogu myśli ludzi dymiących na szaro , na brudno, na trująco…Tamtego lata duszne wieczory zlewały się z porankami, które działały jak łyk schłodzonej lemoniady, wypełniały srebrem krople rosy na jeszcze śpiących łąkach , noce były ciepłe, pełne gwiazd i księżyca,  ziemia była nagrzana i oddawała ciepło promieni słońca aż do jego kolejnego wschodu. Włóczyłam się tu i tam, bez skrępowania, bez ograniczeń , słuchałam ciszy, hałasu, mojego śmiechu, orgazmu, każdej myśli. Sen był trochę zbędnym dodatkiem, jakby wspomnieniem dawnego życia kiedy odbywał się od-do. Wtedy, w tamtego lata okazywał się niepotrzebny.

 

13227618_10204521153027342_2581060036778828419_o.jpg

20171017_145532.jpg

Tak, ono było szczególne. Zabrało mnie do całkowicie innego wymiaru. Chyba nigdy wcześniej tak wyraźnie nie czułam tu i teraz. Było przyjemne, a przyjemność jest sensualna. Ją się czuje, smakuje, widzi, dotyka, jej się doznaje. To rozkosz, błogość, radość i spokój zespolone w jedność , w całość nierozerwalną. Stanowi prezent od zmysłów, chyba najlepszy z możliwych…

 

13734981_10204854657724751_7992341559138762031_o

 

Te wspomnienia ratowały moje zmysły kiedy tkwiłam w tym zatłoczonym autobusie, a w  zasadzie ratowały mnie całą od jakiejś totalnej zagłady. Pomyślałam, że zatapianie się w tak przyjemne odgłosy przeszłości to rodzaj medytacji. Takiej , która nie stanowi za dużego wyzwania dla niewprawionego umysłu, dziejącej się samoczynnie , wypływającej z podświadomości nieskrępowanym strumieniem. Przyjemnych wspomnień mam całą masę i mogę nawet nazywać się ich kolekcjonerem. Zbieram je z każdej podróży, mniejszej lub większej, z każdego spaceru, lotu, obserwacji  rzeczywistości.   Kontemplowanie takich doznań to dla mnie dodatkowa dawka czystego tlenu , pozwalająca na zachowanie siebie przy tzw. zdrowych zmysłach. Taki to balsam dla duszy…

Spojrzałam na pasażerów. Czy kontemplowali swoje dzikie lato?

87be92afc5c21548bd10136b57a70ccc (1)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s